^powrót na początek

foto1 foto2 foto3 foto4 foto5
foto5

Informacje dla druhów

Jeżeli ktoś ceni sobie naszą działalność możne zostać naszym sponsorem i wpłacić dowolną kwotę pieniężną tytułem "darowizna na cele statutowe" bezpośrednio na nasze konto bankowe nr 54 9637 1011 2002 1001 9399 0001

Today4
Yesterday31
This week4
This month215
Total132299
poniedziałek, 19, sierpień 2019 00:32
Powered by CoalaWeb

Odwiedza nas 11 gości oraz 0 użytkowników.

Zmiana w historii OSP Lipiny Dolne

Po wielu sygnałach jakie docierają do naszej jednostki postanowiliśmy bardziej dokładnie przyjrzeć się dziejom naszej straży.

Sprawa, którą postanowiliśmy zbadać bardziej dokładnie jest dla nas, najbardziej dramatyczną a jednocześnie najważniejszą kartą w historii, a mianowicie chodzi o tragiczną śmierć naszego pierwszego komendanta dh Józefa Sarzyńskiego. Do chwili obecnej oficjalna wersja brzmiała, iż został on zastrzelony przez okupanta niemieckiego. Z informacji jakie do nas docierają od potomków strażaków z Lipin Dolnych, którzy byli tego dnia na miejscu wynika jasno, że naszego komendanta zastrzelili ukraińscy nacjonaliści.

Rozmowę na powyższy temat przeprowadzono z panią Krystyną Ryczko, córką naszego druha Adama Jaszczychy, który był bezpośrednim świadkiem tamtejszych wydarzeń. Pani Krystyna miała wtedy 6 lat. Mimo tak młodego wieku, tamte chwile były dla niej na tyle wstrząsające, że bardzo dobrze pamięta je do dziś. Swoją opowieść rozpoczyna od dnia poprzedzającego pacyfikacje Potoka Górnego. Był to grudzień 1943 roku. W ich rodzinnym domu w Lipinach Dolnych zjawia się banda Ukraińców. Było ich około 20, przyjechali jedną furmanką. Weszli do domu jak do swojego, zażądali wydania jedzenia. Gdy już się najedli, nakazali wydanie siana dla ich koni. Dwóch z nich z bronią w ręku poprowadziło dh Adama do stodoły aby wskazał gdzie jest siano. Sprawcy uzbrojeni byli w broń palną, która podczas ich odpoczynku oparta była o piec w kuchni. W ich domu spędzili całą noc. Następnie nad ranem oprawcy wyruszyli w kierunku Potoka. Po jakimś czasie dh Adam zauważył łunę pożaru unoszącą się nad Potokiem. W domu miał trąbkę, która pełniła odpowiednik dzisiejszej syreny. Natychmiast zacząć trąbić na alarm. Po chwili pod ich domem pojawiają się strażacy z OSP Lipiny Dolne. Furmanką powoził, nie kto inny jak dh Józef Sarzyński. Dh Adam dosiada się do zastępu i wszyscy kierują się w stronę Potoka. Do tego momentu pani Krystyna była naocznym świadkiem, natomiast to co wydarzyło się w na miejscu w Potoku zna z relacji swojego ojca.

Po kilku godzinach do domu wraca zmęczony i wystraszony dh Adam. Powrócił on piechotą i był sam. Nigdzie nie było pozostałych strażaków z Lipiny Dolnych. Usiadł przy stole i zaczął opowiadać o dramatycznych wydarzeniach: Gdy nasz zastęp dojeżdżał do miejsca pożaru został zatrzymany przez zastęp strażaków z Potoka, którzy oświadczyli aby strażacy z Lipin zawrócili i powrócili do remizy ponieważ oni też odstępują od gaszenia bo grupa uzbrojonych bandytów zakazała im prowadzić działania gaśnicze. Dh Sarzyński oznajmił, że jedzie dalej i nakazał im zejść z drogi. Gdy dojechali do miejsca gdzie dziś w Potoku znajduje się ośrodek zdrowia natknęli się na Ukraińców. Pożar trawił wszystko od strony ośrodka zdrowia w kierunku Kościoła. Nasz komendant wydał swoim strażakom polecenie aby któryś z nich poszedł i zameldował, że przystępujemy do gaszenia. Jednak żaden z nich się na to nie odważył więc musiał sam to zrobić. Zsiadł z wozu poprawił swój długi ciemny płaszcz, przepasany pasem i udał się w kierunku Ukraińców. Gdy dochodził do ich przywódcy, ten nakazał mu aby podniósł ręce do góry, odwrócił się i odmaszerował. Dh Sarzyński wykonał polecenie ale usłyszał, że Ukrainiec przeładowuje broń, zrozumiał w jak trudnej sytuacji się znalazł i zaczął przyśpieszać kroku. Wtedy padł strzał i komendant zwalił się na ziemię. Kula trafiła go w plecy. W tym momencie pozostali strażacy zaczęli uciekać w różnych kierunkach, każdy na własną rękę. Dh Adam uciekał rowami w kierunku lasu. Podczas ucieczki słyszał kolejne wystrzały z broni. Gdy dotarł do lasu, odczekał chwilę w ukryciu aby sprawdzić czy oprawcy go gonią. Gdy stwierdził, że nikt go nie ściga postanowił udać się lasem do domu nie wiedząc co się dzieje z pozostałymi strażakami. W momencie gdy zwłoki komendanta wróciły na Lipiny, widać było ranę głowy co może dowodzić, że mordercy oddali do niego jeszcze jeden strzał gdy leżał już na ziemi.

Pani Krystyna dodała również, że podobna sytuacja miała miejsce wcześniej podczas pacyfikacji miejscowości Łazów. Tam również udali się strażacy z naszej jednostki ale podczas dojazdu na miejsce zostali zawróceni. Niestety nie wiadomo kto ich zawrócił czy byli to mieszkańcy tamtych okolic czy oprawcy, którzy podpalili wieś.

 

 



Copyright 2019  Ochotnicza Straż Pożarna w Lipinach Dolnych